Blog Rudolfa Polaka

Pytania prowadzą do prawdy

Disco polo i kierowcy - powrót wątków

Dziś powrót do dawnych wątków.

1. Swego czasu spekulowałem, że w zasadzie subiektywnie disco polo może dostarczać podobnych wzruszeń co “prawdziwa” muzyka. Jak czytamy w wywiadzie udzielonym “Wprost” przez Tomasza Stańkę, “Wzruszenie baby, która słucha disco polo jest takie samo jak wzruszenie Beethovena, gdy pisał V symfonię”. Generalnie więc pan Stańko wyraził opinię zbliżoną do mojej. Dlaczego piszę “zbliżoną”, a nie “identyczną”? Dlatego, że wtedy wspomniałem, że mam pewne zatrzeżenie, którego jednak nie sprecyzowałem. Zrobię to więc teraz. Otóż wydaje mi się, że pełne porównanie między przeżyciami “baby” oraz melomana mielibyśmy, gdyby przeprowadzić badania na poziomie neurologicznym. Po pierwsze moglibyśmy się być może dowiedzieć, w jaki sposób  ośrodki przyjemności są pobudzane przez obydwa rodzaje muzyki oraz jak mózg anagażuje się w przetwarzanie informacji z nimi związanych. Np. mogło by się okazać, że muzyka Beethovena angażuje więcej procesów poznawczych niż disco polo (albo odwrotnie). Porównując obrazy aktywności mózgu z innymi, odpowiadającymi procesom i emocjom, o których mamy większą wiedzę, moglibyśmy zaryzykować twierdzenie na temat natury przeżyć oraz ich absolutnej tożsamości lub określić różnice między nimi. To są oczywiście sformułowania laika, ale mam nadzieję, że oddają istotę sprawy.

2. A teraz inny stary wątek - zachowania kierowców. Zidentyfikowałem dwa nowe przykłady: jeden łatwy do wytłumaczenia, a drugi zagadkowy. Obydwa irytujące. Pierwszy z nich to banalna rzecz - ludzie często włączają kierunkowskazy tuż przed wykonaniem skrętu na skrzyżowaniu. Utrudnia to jazdę, bo czasami za późno orientujemy się, że ktoś przed nami, kto wydawał się kierować na wprost, właśnie blokuje nam drogę. Wyjaśnienie jest, jak powiedziałem, proste - lenistwo i lekceważenie innych kierowców.

Jak jednak wytłumaczyć to: stoi sobie sznur samochodów w oczekiwaniu na zielone światło. Samochód przed nami zatrzymał sie, mimo że do poprzednika ma jeszcze ze dwa metry odstępu. Po chwili podjeżdża do przodu pół metra. Po dwudziestu sekundach jeszcze o metr, a potem znowu odrobinę. Często ten z przodu robi to samo prowokując naszego sąsiada do kolejnego “drobienia”. Wyznam, że wybitnie mi to działa na nerwy. Zamiast ustawić się maksymalnie ciasno, kierowcy powodują, że w oczekiwaniu na zielone trzeba co chwilę przemieszczać się o kawałek do przodu - męczące i nieekonomiczne. No i to nurtujące pytanie: dlaczego oni to robią?

Skomentuj

*
Udowodnij, że jesteś człowiekiem (nie jesteś skryptem spamerskim). Wpisz słowo-klucz, prezentowane na obrazku.
Anti-Spam Image