Motocykliści i zboże
Miały już miejsce bodaj dwa protesty motocyklistów, polegające na blokowaniu wjazdu na płatną część autostrady A4. Zapowiadany jest nastepny protest. Nie chcę wchodzić w meritum protestu. Wydaje się ono wątpliwe (motocykliści żądają obniżek lub zgoła zniesienia autostradowych opłat dla siebie), ale nie w tym rzecz. Skupmy się na formie protestu.
Motocykliści postepują podobnie jak rolnicy w latach 90. Jak pamiętamy, blokowali oni drogi, wysypywali zboże z wagonów na tory - ogólnie mówiąc, naruszali prawa innych osób. Albo prawa do przejazdu drogą publiczną, albo wręcz prawa własności. Przy czym to ostatnie zwie się w mniej malowniczych przypadkach kradzieżą. Naturalnie gdy dopuszcza się jej wpływowa grupa nacisku, mówimy o “proteście”. Motocykliści nie kradną, to prawda. (Chociaż zauważmy, że domagają się dotowania ich przez innych użytkowników drogi.) Co więcej - działają legalnie. Po prostu opieszale regulują drobniakami opłatę przy bramkach, stają w duzych odstępach, żeby wymusić korek itp. Wzorują się tu do pewnego stopnia na tzw. włoskich strajkach.
Niestety, dla kierowcy samochodu uwięzionego w wielogodzinym, niespodziewanym korku, formalna legalność lub nielegalność działania blokujących ma raczej drugorzędne znaczenie. Nietrudno się wczuć w położenie takiej niewinnej ofiary. Prawda jest bowiem taka, że fani jednośladów rozwijają twórczo działania zapoczątkowane niegdyś przez naszych farmerów. A są to akcje przepojone absolutną pogardą dla ludzi spoza własnej grupy. Szkodzenie tym ostatnim nie jest zresztą wcale jakimś skutkiem ubocznym, ale samym sednem czynu, bo przecież tylko dzięki niemu protest zwraca uwagę.
Jako kraj o stosunkowo świeżej niezależności, Polska jest miejscem, którego nie tylko polityka i gospodarka, ale także kultura i zwyczaje ciągle się kształtują. W takich warunkach bardzo wiele zależy od najogólniej rozumianych precedensów. Mam na myśli zdarzenia, których przebieg wpływa na sposób myślenia ludzi oraz sposób traktowania podobnych przypadków w przyszłości. Na przykład Francja jest krajem, gdzie toleruje się spektakularne protesty różnych grup zawodowych, przeprowadzane kosztem ogółu. Wolałbym, żeby Polska “nie poszła tą drogą”. A im więcej tolerujemy wysypywania zboża czy blokowania dróg, tym bardziej przywykamy do tego jako do normalności.
No tak, ale jak temu zapobiegać, skoro tacy na przykład motocykliści działają legalnie? Odpowiedź brzmi: przez legalne działaina policji, które jednak zatrują życie tym razem naszym free riderom. Np. drobiazgowa kontrola za bramką autostrady, mandaty za utrudnianie ruchu drogowego (to chyba możliwe?) - myślę, że da się coś wymyśleć. Przede wszystkim zaś tzw. opinia publiczna powinna się jednoczyć w jednoznacznym potępieniu dla akcji, które krzywdzą Bogu ducha winnych obywateli. Trudność polega na tym, że u nas rzadko myśli się kategoriami dobra ogółu. Częściej myślimy: “Protestują? Dobrze, niech pokażą ‘tamtym’! Za niedługo może i ja będę miał interes, to też coś wyrwę dla siebie.” Czy nie tak to wygląda?