Który błąd gorszy?
Jeszcze o meczu Irlandia Płn.-Polska. Na stronach sport.pl (serwis należący do Agory) przeczytałem w jedej z notek określenie pierwszego z błedów Boruca jako “głupiego”, a drugiego jako “kompromitującego”. Nie ulega wątpliwości, że bramkarzowi reprezentacji nie powinien zdarzyć się żaden z popełnionych błędów i obydwa były fatalne. Ale moim zdaniem ich kwalifikacja powinna być odwrotna. To pierwszy był kompromitujący. Nie wiadomo dlaczego Boruc wyraźnie zasygnalizował, że sam zajmie się piłką, a następnie stanął w miejscu, po czym miał pretensje do obrońcy (Wawrzyniaka). To właśnie jest błąd kompromitujący, bo przeczy podstawowym zasadom bramkarskiej “taktyki”. Na miano głupiego bardziej zasługuje natomiast gol drugi (tzn. trzeci stracony, ale drugi “borucowy”). Boruc nie trafił w piłkę, bo ta podskoczyła na wyboju nierównego boiska. Oczywiście bramkarz powinien pamiętać o jego stanie i zapobiec ryzyku przyjmując piłkę (był na to czas). Najwidoczniej jednak w ferworze walki “zapomniał” o tym. A akurat wybój był w złym miejscu. Głupia sprawa… To zachowanie przy pierwszej bramce jest trudniejsze do wybaczenia i naprawdę kompromitujące, bo wiązało się z brakim odpowiedzialności w momencie, kiedy bramkarz wyraźnie zasygnalizował, że bierze ją na siebie.
Co charakterystyczne, mistrz komentarza D. Szpakowski tuszował jak mógł wyłączną niemal winę swojego pupilka za utratę gola numer jeden. Przede wszystkim obciążał tym Wawrzyniaka, w ostateczności mówił o wspólnej odpowiedzialności obydwu (nieco pod wpływem współkomentującego Andrzeja Juskowiaka, który jendak był zbyt uprzejmy, żeby otwarcie zaprzeczyć mistrzowi). Już przy trzeciej bramce nawet jednak wielbiciel Boruca nie był w stanie zaprzeczyć jego odpowiedzialności. Tym razem sprawa była zbyt jasna. Ale w istocie to ten pierwszy błąd był gorszy…