Blog Rudolfa Polaka

Pytania prowadzą do prawdy

Archiwum: luty 2009

2009-02-26 1:52

Czy Lech Kaczyński jest niebezpieczny?

Tytuł pewnie większości skojarzy się z całym wielkim przedstawieniem polityczno-medialnym, które odbywało się u nas z okazji wyłonienia się PiS jako liczącej się siły politycznej. Ja jednak niezupełnie o tym samym. Po pierwsze dlatego, że podzielam opinię, że straszenie PiSem było przesadzone i robione albo dlatego, że był to łatwy cel dla naszej światłej inteligencji, albo dlatego, że bracia Kaczyńscy zagrozili żywotnym interesom potężnych graczy. To temat rzeka, ale mnie chodzi o coś konkretniejszego, a nie mniej ważnego. Mianowicie o gospodarkę.

Nietrudno było zauważyć, kiedy PiS obejmował władzę, że niewiele mówią oni o sprawach ekonomicznych, a ich doradcy są wątpliwej jakości ekspertami, jeśli w ogóle są. Teraz to się jakby zmienia. Między innymi prezydent Lech Kaczyński zatrudnił jako swojego doradcę Ryszarda Bugaja. Mamy więc pewien postęp. Wiemy, kto jest ekspertem, i jest to ponadto znany ekonomista, a nie ktoś, kto tylko studiował kiedyś ekonomię i był znajomym braci Kaczyńskich. Niestety, chyba postęp nie zaszedł jeszcze dostatecznie daleko, żebyśmy mogli ogłosić pełen sukces.

Chodzi mi naturalnie o osobę Ryszarda Bugaja, ekonomisty niewątpliwie “postępowego”. To, że doradcą prezydenta będzie ktoś o skłonnściach lewicowych, można się było spodziewać. Od dawna przecież wiadomo, że PiS i pan prezydent są prawicowi w specyficznie polskim tego słowa rozumieniu. Tzn. sprzeciwiają się postkomunistom i politycznym pozostałościom po PRL. Poza tym to czystej wody socjaldemokracja. I do tego, co właśnie jest najgorsze, socjaldemokracja kopalna. Jakby żywcem wyciągnięta gdzieś sprzed dwudziestu lat. Świetnie pasuje do niej pan Bugaj, którego postępowość też nosi szlachetne piętno odporności na fakty i rozwój wiedzy ekonomicznej.

No dobra, ale co mi do tego? Takie ma Lech Kaczyński poglądy, takich sobie doradców dobiera. Nie do końca. W interesie kraju jest, żeby polska lewica, której PiS jest najsilniejszą partią, miała przygotowane wykonalne i nieprowadzące do paraliżu scenariusze. Nie lewicowe skłonności braci Kaczyńskich mnie niepokoją jako takie, ale ich archaiczność. Już niedługo PiS może ponownie odpowiadać za prowadzenie polityki gospodarczej. Ryszard Bugaj jest wprawdzie doradcą prezydenta, ale nie mam wątpliwości, że ozdwierciedla również spojrzenie Jarosława Kaczyńskiego na to, przez jaki pryzmat patrzeć na problemy gospodarki. A ze złej wiedzy nie może być dobrej polityki. Decyzje gospodarcze na poziomie kraju natomiast to nie żarty. Dlatego właśnie na pytanie postawione w tytule odpowiadam: tak, Lech Kaczyński jest niebezpieczny.

Od razu jednak muszę przyznać, że nie uważam, jakoby w osobie pana prezydenta kumulowało się jakieś zło i zgubne zamiary. Po prostu hasłowo podsumowałem sytuację w obozie związanym z braćmi Kaczyńskimi, jeśli chodzi o myślenie o gospodarce. Naturalnie rodzi się pytanie, czy w ich głównej, sprawującej obecnie władzę, konkurencji jest lepiej. No cóż… Pod pewnym względem chyba tak - jest wiedza i są eksperci. Ale wykonanie - z braku woli politycznej - klasycznie polskie. To znaczy: byle wszystko nie dupło do końca kadencji. O, pardon, chciałem powiedzieć: są sprawni w bieżącym administrowaniu, ale mniejszą uwagę poświęcają zmianom korzystnym dla długoterminowego wzrostu. To samo, a o ileż lepiej brzmi…


2009-02-25 21:59

Prohibicja dla ludu?

Podobno senacka komisja zaproponowała, żeby sprzedaż piwa (alkoholu, ale wiadomo, że chodzi o piwo) była nadal zabroniona w czasie meczów piłkarskich (tak, wiem - “imprez masowych”, ale chodzi głównie o mecze).  To przykład tego, jakiego rodzaju sprawy regulują mędrcy na najwyższym szczeblu. Konia z rzędem temu, kto mi przekonująco wyjaśni, dlaczego tego typu rzeczy mają być rozstrzygane na poziomie centralnym, jak czyni to obecnie obowiazująca ustawa. Dlaczego to posłowie czy senatorowie mają decydować, czy kibic na stadionie będzie mógł się napić piwa, czy nie? Dlaczego nie zostawić tego w dyspozycji władz lokalnych? Notabene te ostatnie “potrafią” być równie paternalistyczne w stosunku do nas, obywateli, o czym świadczyć mogą chociażby prohibicje ogłaszane z okazji wizyt papieża Polaka.

Ostatecznie jednak można od biedy argumentować, że jeśli mieszkańcy jakiegoś miasta chcą mieć prohibicję z jakiejś okazji, to mogą ją sobie sami narzucić. Nie jest to jednak sprawa dla parlamentu. Być może nie grozi nam sytuacja jak w Szwecji, gdzie pójść do knajpy jeszcze można, ale upić się - nielzia. A jednak wolność (oczywiście musi jej towarzyszyć odpowiedzialność) jest czymś na tyle cennym, że niepokoją nawet małe kroczki w kierunku jej ograniczania.

Dlaczego to odnotowuję? Bo jest to ilustracja większego problemu. Rozrośniętej władzy, która jest kompetentna w miejscach, gdzie w ogóle nie powinna sięgać, a mało aktywna tam, gdzie jej działanie byłoby pożyteczne.


2009-02-23 2:03

Jak obrzydzić patriotyzm?

Jak donosi Rzeczpospolita online, nieszczęśni posłowie PiS zaproponowali właśnie, żeby ustawowo nakazać wieszanie flag w czasie świąt państwowych na prywatnych budynkach. Na pierwszy rzut oka jest to po prostu jeszcze jeden przykład szaleństwa polityków, w jakie obfituje historia najnowsza polskiego parlamentaryzmu. Szaleństwa polegającego na zgłaszaniu pomysłów szkodzących samym pomysłodawcom, trwającym najwyraźniej w osobliwym oderwaniu od rzeczywistości. Długotrwały obserwator naszej polityki może wzruszyć ramionami i mruknąć “Cóż - za głupi są nawet na to, żeby zdobywać popularność.”

A jednak sprawa jest poważniejsza. I nie chodzi tylko o to, że naturalnym i zrozumiałym odruchem ludzi będzie opór przed wieszaniem flag oraz skompromitowanie tego patriotycznego gestu. Bardzo szkodliwe jest przede wszystkim pomieszanie pewnego porządku, w jakim rzeczy powinny być ułożone. Świętowanie przynależności do pewnej wspólnoty, którą jest państwo, powinno opierać się na radości z uczestnictwa w niej, a zwłaszcza z wartości, które niesie, oraz dobrego życia, które umożliwia. Banałem jest stwierdzenie, że najlepiej widać to na przykładzie Amerykanów. Taka wspólnota po części kształtuje się spontanicznie, a częściowo dzięki pracy polityków. Na tym w końcu polega ich misja. Niedobrze jednak, jeśli próbują narzucić ludziom okazywanie “wspólnotowej” radości, zamiast pracować dla nad tym, by mieli oni powody do spontanicznego jej okazywania. Jest to przy tym tak prostackie, że nawet nie cyniczne. Gdyby nie moja wiara w głupotę naszej “prawicy”, uznałbym to nawet za prowokację.

A już najtragiczniejsze w tym wszystkim jest to, że naruszone ma zostać, jakby przy okazji, prawo własności. Ale cóż ono znaczy dla polskiej “prawicy”…