Czy Lech Kaczyński jest niebezpieczny?
Tytuł pewnie większości skojarzy się z całym wielkim przedstawieniem polityczno-medialnym, które odbywało się u nas z okazji wyłonienia się PiS jako liczącej się siły politycznej. Ja jednak niezupełnie o tym samym. Po pierwsze dlatego, że podzielam opinię, że straszenie PiSem było przesadzone i robione albo dlatego, że był to łatwy cel dla naszej światłej inteligencji, albo dlatego, że bracia Kaczyńscy zagrozili żywotnym interesom potężnych graczy. To temat rzeka, ale mnie chodzi o coś konkretniejszego, a nie mniej ważnego. Mianowicie o gospodarkę.
Nietrudno było zauważyć, kiedy PiS obejmował władzę, że niewiele mówią oni o sprawach ekonomicznych, a ich doradcy są wątpliwej jakości ekspertami, jeśli w ogóle są. Teraz to się jakby zmienia. Między innymi prezydent Lech Kaczyński zatrudnił jako swojego doradcę Ryszarda Bugaja. Mamy więc pewien postęp. Wiemy, kto jest ekspertem, i jest to ponadto znany ekonomista, a nie ktoś, kto tylko studiował kiedyś ekonomię i był znajomym braci Kaczyńskich. Niestety, chyba postęp nie zaszedł jeszcze dostatecznie daleko, żebyśmy mogli ogłosić pełen sukces.
Chodzi mi naturalnie o osobę Ryszarda Bugaja, ekonomisty niewątpliwie “postępowego”. To, że doradcą prezydenta będzie ktoś o skłonnściach lewicowych, można się było spodziewać. Od dawna przecież wiadomo, że PiS i pan prezydent są prawicowi w specyficznie polskim tego słowa rozumieniu. Tzn. sprzeciwiają się postkomunistom i politycznym pozostałościom po PRL. Poza tym to czystej wody socjaldemokracja. I do tego, co właśnie jest najgorsze, socjaldemokracja kopalna. Jakby żywcem wyciągnięta gdzieś sprzed dwudziestu lat. Świetnie pasuje do niej pan Bugaj, którego postępowość też nosi szlachetne piętno odporności na fakty i rozwój wiedzy ekonomicznej.
No dobra, ale co mi do tego? Takie ma Lech Kaczyński poglądy, takich sobie doradców dobiera. Nie do końca. W interesie kraju jest, żeby polska lewica, której PiS jest najsilniejszą partią, miała przygotowane wykonalne i nieprowadzące do paraliżu scenariusze. Nie lewicowe skłonności braci Kaczyńskich mnie niepokoją jako takie, ale ich archaiczność. Już niedługo PiS może ponownie odpowiadać za prowadzenie polityki gospodarczej. Ryszard Bugaj jest wprawdzie doradcą prezydenta, ale nie mam wątpliwości, że ozdwierciedla również spojrzenie Jarosława Kaczyńskiego na to, przez jaki pryzmat patrzeć na problemy gospodarki. A ze złej wiedzy nie może być dobrej polityki. Decyzje gospodarcze na poziomie kraju natomiast to nie żarty. Dlatego właśnie na pytanie postawione w tytule odpowiadam: tak, Lech Kaczyński jest niebezpieczny.
Od razu jednak muszę przyznać, że nie uważam, jakoby w osobie pana prezydenta kumulowało się jakieś zło i zgubne zamiary. Po prostu hasłowo podsumowałem sytuację w obozie związanym z braćmi Kaczyńskimi, jeśli chodzi o myślenie o gospodarce. Naturalnie rodzi się pytanie, czy w ich głównej, sprawującej obecnie władzę, konkurencji jest lepiej. No cóż… Pod pewnym względem chyba tak - jest wiedza i są eksperci. Ale wykonanie - z braku woli politycznej - klasycznie polskie. To znaczy: byle wszystko nie dupło do końca kadencji. O, pardon, chciałem powiedzieć: są sprawni w bieżącym administrowaniu, ale mniejszą uwagę poświęcają zmianom korzystnym dla długoterminowego wzrostu. To samo, a o ileż lepiej brzmi…