Skrawki z mediów
Mały przegląd subiektywnie wybranych rzeczy z mediów.
1. Na “Interia.pl” możemy przeczytać artykuł o róznych zawirowaniach w świecie futbolu, w szczególności aferach związanych z życiem seksualnym niektórych piłkarzy. Trzeba przyznać, że sprawa Johna Terry’ego jest o tyle istotna, że uwodząc kobietę kolegi doprowadził do rozbicia linii obrony reprezentacji Anglii. Poza tym jednak można dojść do wniosku, że, podobnie jak w przypadku “afery” z panem Woodsem, mamy do czynienia z robieniem tematu z niczego. Mężczyźni o wysokiej pozycji społecznej, w jakiś sposób wybitni zawsze prowadzili i będa prowadzić bujne życie seksualne. To tylko współczesna wszechobecność mediów prowadzi do sytuacji tego typu, że pan Woods udał się na “leczenie uzależnienia od seksu”. Oczywiście nie jest on zapewne tak głupi, żeby brać to na poważnie. Po prostu wymóg przeliczalnego na pieniądze “wizerunku”. No cóż, jak się chcę odzwyczaić, niech sobie utnie rękę. Jako były wybitny golfista nie będzie już tak atrakcyjny dla kobiet.
2. “Rzeczpospolita” doniosła w dwóch artykułach o osobliwych zjawiskach w jednostce GROM. Wiążą się bezpośrednio z jej dowódcą, któremu jeden z podwładnych zarzucił zwalnianie doświadczonych i cennych dla GROMu żołnierzy. Podobno negatywna opinia o tych działaniach jest w tej jednostce dość powszechna. Podziela ją też były jej dowódca gen. Polko. Z drugiego artykułu dowiadujemy się, że płk. Zawadka - dowódca GROM - zwołał konferencję prasową w celu wyjaśnienia sytuacji. Pogłębił jedna tylko konfuzję, bo zwołał ją w siedzibie jednostki, która w zasadzie pozostawać powinna tajna. Jeśli to wszystko prawda i przytoczone interpretacje są prawdziwe (zastrzegam się, bo moja wiedza jest tu zerowa), to chyba sprawą momentalnie powinien zająć się kontrwywiad. Działania płk. Zawadki sprawiałyby bowiem wrażenie inspirowanych przez obce służby.
3. Również “Rzeczpospolita” pisała ostatnio o potencjalnym napływie Chińczyków i ich firm do polskiego sektora budowlanego. Może on znacznie przyspieszyć realizację wielu projektów infrastrukturalnych, ale budzi też protesty. Komentator gazety przedstawia opinię, że ogólnie zjawisko to będzie korzystne, ale trzeba uważać, czy chińskie firmy nie dostają aby ukrytego wsparcia finansowego od własnego rządu. Nie mam tu teraz miejsca, żeby dokładniej potraktować ten problem (postaram się niebawem), ale zauważmy jedną rzecz. Jeśli ktoś wykonuje jakąś usługę taniej od naszych wykonawców i dzięki temu np. drogi powstają szybciej i oszczędniej, to w zasadzie wszystko jedno, jaki jest powód takiej przewagi konkurencyjnej. Co najwyżej w efekcie chiński rząd sfinansuje polską infrastrukturę. Czy redaktor “Rzeczpospolitej” miałby coś przeciw temu? Ja nie…
4. Właśnie oglądnąłem w telewizji film poświęcony epizodowi z pierwszej wojny światowej (ponoć oparty na faktach). Ponieważ filmy o tej wojnie są względnie rzadkie w porównaniu do tych o drugiej światowej, była to dla mnie pewna gratka. Tytuł: “Zaginiony batalion”. Film produkcji amerykańskiej, więc oczywiście bohaterami byli żołnierze z Ameryki. No i dobrze, nie mam nic przeciwko. Było trochę patosu i apoteozy bohaterstwa zwykłych chłopców z USA. W porządku - lubię to. Wszystko oglądało mi się dość dobrze aż do pewnego momentu. Była nim scena, w której szeregowiec Krotoshinsky (Krotosiński, jak się domyślamy) odpiera zarzuty swojego kolegi, jakoby nie był żadnym Amerykaninem, a Polakiem. Argumentuje, że zdał test (dla imigrantów), więc jest Amerykaninem. W domyśle Ameryka jawi się jako otwarty kraj wolnych ludzi. Już się miałem wzruszyć, co lubię robić na takich filmach, kiedy Krotoshinsky dodał, że Polakiem to on jest tylko w Ameryce, bo w Polsce to był Żydem i robił buty dla oficerów (cytuję z pamięci). Bardzo to ciekawe, biorąc pod uwagę, że jest pierwsza wojna światowa, a Polska od przeszło stu lat nie istnieje jako państwo. Przywołanie więc żydowskiego emigranta z Polski jako reprezentatywnej postaci wyzwolonego z opresji pariasa wydaje się łagodnie mówiąc pewną przesadą. Ale na pewno znakomicie wpasowuje się w starannie wyżłobione syjonistyczną propagandą koleiny historycznych wyobrażeń Amerykanów (i nie tylko). No cóż, cieszmy się, że Stany Zjednoczone nie istniały już np. w czasie wojny stuletniej. Wtedy bowiem mogłoby się okazać w jakimś filmie, że amerykańscy ochotnicy zasilili angielskich łuczników pod Crecy, a wśród nich byłby zbiegły przed okrutnymi prześladowaniami króla Kazimierza Żyd.
I tym optymistycznym akcentem kończymy subiektywny przegląd medialnych skrawków.
